Paragraf 66
Stwarzanie sytuacji, które mogą wciągnąć w kłopoty, zakładanie pułapki, utrudnianie możliwości wypełnienia obowiązków, przecieki do zaprzyjaźnionych mediów – wszystko to zastosowano w sprawie kary nakładanej na firmę J&S.
W lutym 2007 roku powstaje ustawa o obowiązku magazynowania paliw. Jej ideą jest zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego państwa przez zobowiązanie prywatnych firm do magazynowania paliw i surowców energetycznych. Łatwy sukces polityków PiS, wielki kłopot dla wszystkich firm na rynku. Ustawa nakłada drakońską karę 250 proc wartości nie zgromadzonych magazynów (to tak jakby mandat z szybka jazdę wynosił 2,5 krotność wartości samochodu). Ignorowane są wszelkie sygnały o trudnościach związanych z narzuconymi ustawą rygorami, brakami magazynów, formalnościami jakie trzeba wypełnić. Już wiosną 2007, a więc wkrótce po wejściu w życie ustawy dającej firmom zaledwie 14 dni (!) na dostosowanie się do jej wymogów, odbywa się kontrola ARM w wyniku której nałożona została największa kara w historii Polski.
Warto dodać, że inne podmioty takie jak PKN Orlen i Lotos zostały zwolnione z obowiązku wypełnienia warunków narzuconych ustawą. Nie o to bowiem chodziło, aby zapewnić bezpieczeństwo ale żeby złapać w sidła J&S. Pech chciał, że firma J&S Energy należy do grupy firm dostarczających ropę do polskich rafinerii i prowadzącej tranzyt, w związku z czym dla firmy nie było żadnego problemu aby zapewnić wymogi bezpieczeństwa państwa i wypełnić obowiązki ustawy. Nawet w kontrolowanym okresie wolumen posiadanej i magazynowanej na terenie kraju ropy naftowej znacznie przekraczał to, co trzeba było zgromadzić w związku z ustawą. Ustawa nakazuje jednak nie tyle posiadanie ropy naftowej lub produktów, co wykazanie dokumentacji jej posiadania i przedstawienie jej na czas odpowiednim instytucjom. Tymczasem wszystkie instytucje niezbędne do wypełnienia tego wymogu były pod kontrolą PiS.
W PERN zmagazynowanych było pewnie z 400 tys ton ropy należących do J&S, ale trzeba było mieć na to wszystko papiery. Kwity wystawiał kontrolowany przez PiS monopolista czyli PERN. Ustawa przewidywała również obowiązek posiadania umowy z de facto państwowymi rafineriami. W zarządzie największej z nich zasiadał oczywiście apolityczny zarząd mianowany przez PiS. Podkreślamy, że wszystkie instytucje niezbędne do wykonania obowiązków ustawy, czyli PERN, PKN, OLPP jak i nakładające karę ARM oraz nadzorujące całą akcję Ministerstwo Gospodarki były w rękach tej samej grupy działaczy PiS. Wielkiego problemu ze skutecznym utrudnieniem wykonania obowiązku firmie J&S Energy nie było. Skutecznie opóźniano dostarczanie dokumentów, uniemożliwiono zawarcie już wynegocjowanej umowy rafineryjnej, w dużym tempie nakładano niedorobioną prawnie i wadliwą karę. Jednym słowem wielki sukces! Na kilka dni przed wyborami udało się złapać w pułapkę firmę J&S!
„Jak to się robi w IV RP” pod taką nazwą Ministerstwo Gospodarki zwołało konferencję prasową informując o nałożeniu gigantycznej kary na firmę J&S Energy SA. Na kilka dni przed wyborami parlamentarnymi decyzja ta rozgrzała atmosferę polityczną. Szwadrony zaprzyjaźnionych z PIS publicystów i dziennikarskich cyngli podjęły trop. Z tych, którzy krzyczeli najgłośniej nikt nie przyszedł na konferencje prasowe organizowane przez firmę, nic chciał słuchać wyjaśnień, zapoznać się z argumentami. Jazgot zagłuszał jakąkolwiek próbę merytorycznej dyskusji.
Wkrótce wyszła na jaw partanina związana z nakładaniem kary, nieudolność, brak znajomości prawa i stosowanie kruczków przez osoby nakładające karę. Z problemem jednak musiał poradzić sobie już nowy rząd PO-PSL. Kiedy okazało się, że pierwsza kara nałożona została wadliwie siła populizmu zastosowanego przez PiS i zaprzyjaźnionych dziennikarzy wybuchła z nową mocą: konferencje prasowe pokazujące karetki pogotowia, nienakarmione dzieci (tak było w prezentacji PiS) i atmosfera antypawlakowej nagonki spowodowała, że wymusiła na rządzie brnięcie w nakładanie kolejnej kary. Zadyma kosztowała nas wszystkich 90 mln.
NSA zdecydowała o tym, że kara wraz z odsetkami powinna wrócić do J&S Energy. Oznacza to zwrot wraz z odsetkami ponad 530 mln. Tyle kosztowało nas polityczne awanturnictwo grupy sprawnych (trzeba to przyznać) ludzi uwielbiających stosowanie pułapek do osiągania politycznych celów.
Dla dobra nie tylko naszego klienta ale i Państwa staraliśmy się zawsze ostrzegać przed tym co może się stać znajdując czas na wyjaśnienia, dostarczanie informacji, uspokajanie rozgrzanych głów. Robiliśmy to wielokrotnie na naszym blogu zanim pojawiły się kłopoty.
Chcieliśmy nie komentować sprawy zwrotu pieniędzy firmie J&S Energy. Widzimy jednak, że po raz kolejny ta sama ekipa politycznych cwaniaków stara się wkręcić obecny rząd w kolejną awanturę. Dzisiaj na łamach „Rzeczpospolitej”, piórem człowieka co się nie waha pisać żadnej bzdury, pojawiła się argumentacja aby ponownie nałożyć karę do ARM. Czyli wbrew decyzji sądu kasy firmie nie oddawać, zacząć całą procedurę od początku, nałożyć karę ponownie. Tymczasem licznik co dziennie nabija ponad 124 000 złotych.
Oznacza to, że każdy dzień zwłoki, każda próba wkręcenia rządu i mediów w kolejna prowokację będzie kosztować podatnika milion euro miesięcznie. Brnięcie w kolejną karę, bez zwrotu pieniędzy, zakończy się sądząc po dotychczasowym tempie procedur, oddaniem całej kwoty za rok. Powiększonej o kolejne 50 mln złotych. Za pewnie blisko wyborów prezydenckich. Zapewne PiS będzie wówczas krzyczeć najgłośniej, że rząd Donalda Tuska spowodował kolejne uszczuplenia dla budżetu (karetki, głodne dzieci itd.) i skandal z oddaniem pieniędzy J&S.
Dlaczego? A choćby dlatego, że ustawa o zapasach stanowi:
Art. 66. 2. Kar pieniężnych nie nakłada się, jeżeli od stwierdzenia naruszeń ustawy, o których mowa w art. 63 ust. 1 pkt 1-3 oraz pkt 7, upłynął rok.
Piszemy to tylko dlatego, żeby nie było wątpliwości, że nie ostrzegaliśmy.
26 paź 2009 @ 8:35 am
Panowie,
Ciekaw jestem czy ten post przejdzie wasze sito, bo parę byków puściliście.
Po pierwsze - Ustawa o zapasach jest z dnia 16 lutego 2007, więc z tymi dwoma “14 dni (!) na dostosowanie się do jej wymogów” nie ma co przesadzać… Tym bardziej, że przedtem też obowiązywał podobny akt, ale totalnie lipny i nie przestrzegany przez gors firm, niemniej jednak zakładał gromadzenie porównywalnej ilości zapasów. A kontrole ARM - o ile dobrze pamiętam, to był sierpień (pół roku po uchwaleniu przez sejm ustawy).
Po drugie, Lotos nie miał żadnych problemów z zapasami i nie występował o odroczenie wypełnienia obowiązku, a PKN wystąpił o dłuższy termin w związku z problemami wynikającymi z tego, że m olbrzymią działkę petrochemiczną, na którą rozszerzono obowiązek.
Po trzecie - o ile wiem, celem ustawy o zapasach nie było zniszczenie jakiejś jednej spółeczki z łańcuszka J&S, ale spełnienie kryteriów pozwalających Polsce wstąpić do Międzynarodowej Agencji Energetyki. Wprowadzenie takich a nie innych zmian i pokazanie, że one działają (kontrole przestrzegania przepisów) - to były warunki stawiane Polsce przez szanowaną międzynarodową agencję stwierdzone w raporcie z audytu (dokument dostępny w ramach obywatelskiego dostępu do informacji). Pewnie MAE też zasadza się na Bogu ducha winną polską spółkę J&S?…
Po czwarte - i chyba najciekawsze - słabość tezy o “PiSowskiej grupie”. O ile wiem, to z wszystkich osób wspomnianych w waszym wpisie jedynym członkiem PiS był Marcin Jastrzębski, wiceprezes PERN, który w trakcie trwania kontroli ARM w J&S podał pomocną dłoń i podpisał umowę na składowanie zapasów. Nb. dzięki temu kara została uwalona, bo powinna wynieść 900 milionów a nie ok. 460. ARM popełniła błąd, nakładając karę z uwzględnieniem zapasów zgromadzonych również w trakcie kontroli, zamiast ustalić ile zapasów było (nie)zgromadzonych na dzień rozpoczęcia kontroli. No i najważniejsze - kto prowadził i nadzorował prace nad ustawą o zapasach i pracę ARM? Cóż to za PiSowski siepacz? Facet nazywa się Maciek Woźniak, kierował wtedy departamentem Ropy i Gazu, jest absolwentem KSAP, a obecnie… jest głównym doradcą premiera Tuska ds. bezpieczeństwa energetycznego, tytularnym ministrem w KPRM. Panowie, powinniście się lękać
Ten spisek jest pewnie ponadpartyjny, obejmuje dowództwo PO, a pewnie też i innych partii.
A całkowicie poważnie, to ciekaw jestem, kto zapłaci za wydanie wadliwej decyzji i brak nadzoru nad agencją wydającą wadliwe decyzje. Koszt tej decyzji jest olbrzymi - co słusznie wskazaliście w waszym wpisie. Dodatkowo, jak się doda zaniżenie należności skarbu państwa (460 mln zamiast ok. 900) z tytułu poprawnie wydanej kary, to jewst to draka porównywalna (materialnie) z ostatnią aferą hazardową. Z przyjemnością dowiedziałbym się, kto za tym stał / stoi. Tylko że taka komisja nie powstanie i dobrze wiecie dlaczego.
26 paź 2009 @ 1:51 pm
Od końca bo najciekawiej.
„Po czwarte - i chyba najciekawsze - słabość tezy o “PiSowskiej grupie”. O ile wiem, to z wszystkich osób wspomnianych w waszym wpisie jedynym członkiem PiS był Marcin Jastrzębski, wiceprezes PERN, który w trakcie trwania kontroli ARM w J&S podał pomocną dłoń i podpisał umowę na składowanie zapasów.”
Odpowiedź: Niezła hipokryzja. Nikt nie był z „PiSowskiej grupy”. Wszyscy to profesjonaliści bez umocowań politycznych. Został pan dyrektorem departamentu mianowanym przez rząd PiS. Odszedł pan razem z tym rządem. Wcześniej nie zajmował się pan w żaden sposób dziedziną, która została panu nadana z politycznego klucza. Zasiadał pan w RN PERNU również z politycznego nadania. Zarząd Orlenu czy PERNU to też byli jak rozumiemy apolityczni profesjonaliści. Prezes Piotr Kownacki z PKN trafił do Kancelarii Prezydenta też zapewnie nie ma co oceniać go pod kątem przynależności politycznej, bo jak wiadomo również sam pan prezydent jest bezpartyjny. Piotr Naimski to też bezpartyjny fachowiec. Fakt, że sam pan kandydował z listy PiS pozostawiam bez komentarza. Niech każdy czytelnik tego bloga sam oceni czy jest jak twierdzi pan Przemysław Wipler czy też to PiS obsadzał wszystkie kluczowe stanowiska w PERN i PKN swoimi ludźmi. Nas pan prawie przekonał, że cała ta ekipa to bezpartyjni fachowcy, pośmiać się z rana zawsze zdrowo.
„Nb. dzięki temu kara została uwalona, bo powinna wynieść 900 milionów a nie ok. 460. ARM popełniła błąd, nakładając karę z uwzględnieniem zapasów zgromadzonych również w trakcie kontroli, zamiast ustalić ile zapasów było (nie)zgromadzonych na dzień rozpoczęcia kontroli.”
Ten fragment jest zaskakujący. Jeśli dobrze rozumiemy pana wpis, to wasz plan polegał na nałożeniu kary 900 mln, tylko się nie udało. Pozostawimy tę kwestię dalej bez komentarza jedynie zapewniając, że przed polskim sądem udało się udowodnić, że kara nałożona została bezprawnie, a przed innymi sądami zapewniam, że wyjdą i takie rzeczy. Sprawą zajmuje się zagraniczny sąd.
„Dodatkowo, jak się doda zaniżenie należności skarbu państwa (460 mln zamiast ok. 900) z tytułu poprawnie wydanej kary, to jest to draka porównywalna (materialnie) z ostatnią aferą hazardową.”
Jeśli ma pan informacje, że „kara została uwalona” lub taka jak w powyższym cytacie nastąpiło „zaniżenie należności” to powinien się pan zwrócić do prokuratury. Może istnieje obawa, że ewentualne śledztwo doprowadziłoby do wykrycia inicjatorów całej akcji? Jak pan myśli czy jeśli prokurator sprawdziłby bilingi to wyszłyby na jaw gorące telefony pomiędzy apolitycznymi prezesami a bezpartyjnymi urzędnikami, telefony do zaprzyjaźnionych dziennikarzy, wykonywane na bieżąco przecieki, konsultacje polityczne osób zamieszanych w całą akcję? Zapewniamy, że o niczym innym nie marzymy niż o solidnym śledztwie prokuratorskim albo komisji śledczej w tej sprawie.
„Z przyjemnością dowiedziałbym się, kto za tym stał / stoi.”
Czasami zamiast zadawać retoryczne pytania pod publiczkę należy spojrzeć w lustro?
„Po trzecie - o ile wiem, celem ustawy o zapasach nie było zniszczenie jakiejś jednej spółeczki z łańcuszka J&S,”
Ta „spółeczka z łańcuszka”, jak pan to nazywa, ma 12 procent rynku paliwowego, jest firmą z grupy która handluje większą ilością ropy niż cały polski rynek razy pięć a przede wszystkim płaci w Polsce podatki. Na listach największych polskich firm plasuje się w okolicach pierwszej setki. Właśnie takie wasze ironiczne podejście jak zawsze sugerujące jakieś „łańcuszki” powoduje, że biznes w tym kraju wpada w tarapaty.
„Po drugie, Lotos nie miał żadnych problemów z zapasami i nie występował o odroczenie wypełnienia obowiązku, a PKN wystąpił o dłuższy termin w związku z problemami wynikającymi z tego, że m olbrzymią działkę petrochemiczną, na którą rozszerzono obowiązek.”
Zapewne firmy o których pan pisze były kontrolowane na równi z J&S. Na pewno ustalono czy miały zapasy czy też nie? Posiada pan taką informację czy też fakt ten umknął pana uwadze? Można wiedzieć z jakim rezultatem? Czyżby tylko kontrolowano i nałożono karę na jedną firmę? Zwolnienie jednej firmy z obowiązku magazynowania i nie zwalnianie innej jest właśnie przejawem dyskryminacji. Pozwoli pan, że ustaleniem tego zajmie się zagraniczny niezależny sąd.
„Po pierwsze - Ustawa o zapasach jest z dnia 16 lutego 2007, więc z tymi dwoma “14 dni (!) na dostosowanie się do jej wymogów” nie ma co przesadzać…”
Odpowiedź: Art. 79.Ustawa wchodzi w życie po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia.
Na zakończenie dodamy coś od siebie. Jako dyrektor departamentu wielokrotnie zgadzał się pan, uczestniczył, brał aktywny udział w spotkaniach nad problemem magazynowania paliw z udziałem J&S i przedstawicieli MDI. Osobiście zachęcał pan do przedstawiania informacji, sugerowania rozwiązań, informowania o sytuacji na rynku. Na pana prośbę przedstawione zostały informacje dotyczące możliwości inwestowania w rozbudowę magazynów, zawarcia zalecanych przez UE umów bilateralnych na magazynowanie i wiele innych działań. Nigdy nie powiedział pan, że tym tematem pan się nie zajmuje, nie jest w zakresie pana kompetencji albo, że powinien zajmować się nim pan Maciej Woźniak. Przeciwnie, zachęcał pan do kolejnych spotkań i udostępniania informacji. To jak to było wkręcał nas pan? Co pan, Przemysław Wipler, zrobił żeby zapewnić bezpieczeństwo energetyczne i umożliwić zawarcie niezbędnych umów na magazynowanie? Czy też nic pan nie zrobił bo to „nie było w zakresie pana obowiązków” a pan zapewniając o swoich możliwościach i pomocy po prostu oszukiwał uczestników spotkań? Niedawno „Rzeczpospolita” ujawniła, że po spotkaniach z panem zostawały sporządzone notatki. Czy jest pan pewien, że napisał pan w nich, że nie zajmuje się pan sprawą magazynowania paliw i odsyłał nas do pana Woźniaka czy też ich treść potwierdza pan głębokie zaangażowanie w cała sprawę? Najprościej będzie je ujawnić a nie nosić wybrane fragmenty do red Nisztora.
Wygląda na to, że pana reakcja to rozpaczliwa próba uniknięcia odpowiedzialności za wydarzenia.
27 paź 2009 @ 4:20 pm
Panowie, Mniejsza o Wasz profesjonalizm (podejmujecie polemikę z kimś kto podpisuje się imieniem i nazwiskiem, podaje jakiś e-mail o odpalacie ripostę nie weryfikując mailem, czy dany wpis jest autentyczny… - chyba że macie inną “technikę” weryfikacji
) i sprawy prawne (poprosiłem prawnika o weryfikację, czy nie naruszacie bezprawnie moich dóbr osobistych - już jedna sprawa wszczęta na podstawie prowadzonej przez Was strony www.sprawajands.pl się toczy…), na miarę moich możliwości czasowych postaram się “dać odpór” Waszym najdelikatniej pisząc “nieścisłościom”.
Najciekawsze w Waszej odpowiedzi jest to, co pominęliście z mojego wpisu Dalej będę pisał w kolejności przyjęte przez Was.
1. „Został pan dyrektorem departamentu mianowanym przez rząd PiS. Odszedł pan razem z tym rządem. Wcześniej nie zajmował się pan w żaden sposób dziedziną, która została panu nadana z politycznego klucza.” Owszem przyjąłem pracę w administracji państwowej przechodząc z branży doradczej, a niezależnie od formalnego trybu wyboru, dyrektorów departamentów każdy rząd (w tym PiS) dobiera uznaniowo. I to chyba normalne, że jak ktoś odpowiada za zadania, to buduje sobie zespół do realizacji tych zadań. Więc mówienie w tym kontekście o tym, że komuś coś zostało „nadane z politycznego klucza” to pustosłowie i mowa trawa. Odszedłem z ministerstwa prawie pół roku po zmianie rządu, gdy upewniłem się, że projekty dywersyfikacyjne dla których realizacji przeszedłem do służby publicznej nie będą faktycznie realizowane przez nowy rząd. Ba – prawie rok nie było wiceministra gospodarki odpowiedzialnego za te sprawy! Dalej - nieprawdą jest że „nie zajmowałem się w żaden sposób tą dziedziną”. Zarówno w firmie Deloitte jak i Ernst & Young zajmowałem się pisaniem opinii prawnych i podatkowych, doradztwem i audytami dla firm energetycznych. O ile pamiętam, to w tej pierwszej miałem nawet okazję pisać coś dla J&S Energy, fakturę zapłacono, więc chyba nie było źle?
2. „Zasiadał pan w RN PERNU również z politycznego nadania.” – Pracowałem jako szef RN PERN oczywiście w związku z pracą dla polskiego rządu. Decyzje o powołaniu do rady nadzorczej jednoosobowej spółki skarbu państwa podjemuje Minister Skarbu – co do zasady polityk, więc znowu mowa-trawa. Zarówno z wykształcenia (prawnicze) jak i doświadczenia zawodowego byłem przygotowany do takiej pracy, pewnie nie gorzej niż moi poprzednicy i następcy… Przy okazji – czy nie z politycznego nadania niejaki Rafał Kasprów trafił do rady nadzorcze PGNiG? Czy nie z politycznej przychylności zdobywał swoje pierwsze szlify w energetyce? I to Wy piszecie do mnie „Niezła hipokryzja?”…
3. „Zarząd Orlenu czy PERNU to też byli jak rozumiemy apolityczni profesjonaliści.” Oczywiście, że wybór na takie stanowiska dokonywany przez polityków jest polityczny. Ale Wasza teza o „PISowskim spisku” idzie o wiele dalej i jest nieładnym pomówieniem.
3. „Piotr Naimski to też bezpartyjny fachowiec”. Tak, zgodnie z moją wiedzą jest bezpartyjny. Również zgodnie z tą wiedzą, a tym bardziej doświadczeniem osobistym, jest wybitnym fachowcem od spraw dywersyfikacji. Podobnie jak jego ówczesny przełożony – Minister Piotr Woźniak. Myślę że obie te sprawy potwierdzi Rafał Kasprów – znajomy obu panów ze wspólnych bojów w RN PGNIG…
4. „Fakt, że sam pan kandydował z listy PiS pozostawiam bez komentarza.” Kandydowałem z tej partii w czasach, w których warszawska PO to był bastion Pawła Piskorskiego, w których wiele osób – w tym wy sami pewnie – liczyło na POPiS. Co gorsza – w 1997 r. pracowałem w Gdańsku w kampanii Donalda Tuska, a później byłem współtwórcą kampanii na prezydenta Warszawy Julii Pitery. Popełniłem za wczesnej młodości też kilka innych błędów.
5. „Jeśli dobrze rozumiemy pana wpis, to wasz plan polegał na nałożeniu kary 900 mln, tylko się nie udało. Pozostawimy tę kwestię dalej bez komentarza jedynie zapewniając, że przed polskim sądem udało się udowodnić, że kara nałożona została bezprawnie,”. Panowie, proszę Was o zdrowy rozsądek i nie uleganie teoriom spiskowym. Zarzucanie spisków mających na celu łamanie prawa nadużywanie władzy jest karalne. Równie karalne byłoby, gdybym np. napisał, że „Wasz plan skorumpowanie urzedników ARM (i nie tylko), by celowo wydał wadliwą decyzję o karze w sposób uniemożliwiający jej poprawne wydanie.”. Ale byłoby to zejście do poziomu na którym nie warto dyskutować o tak ciekawych sprawach. Nb. udowodnienie że kara została nałożona bezprawnie nie było w tym przypadku trudne.
6. „Jeśli ma pan informacje, że „kara została uwalona” lub taka jak w powyższym cytacie nastąpiło „zaniżenie należności” to powinien się pan zwrócić do prokuratury.” Nie mam takich informacji. Gdybym miał, zwróciłbym się. Zrobię to, gdy uzyskam wiarygodne informacje w tym zakresie.
7. „Może istnieje obawa, że ewentualne śledztwo doprowadziłoby do wykrycia inicjatorów całej akcji? Jak pan myśli czy jeśli prokurator sprawdziłby bilingi to wyszłyby na jaw gorące telefony pomiędzy apolitycznymi prezesami a bezpartyjnymi urzędnikami, telefony do zaprzyjaźnionych dziennikarzy, wykonywane na bieżąco przecieki, konsultacje polityczne osób zamieszanych w całą akcję?” (…) „Czasami zamiast zadawać retoryczne pytania pod publiczkę należy spojrzeć w lustro?” I tutaj Panowie napiszę, że udawanie stawiania pytań nie jest skuteczną metodą ucieknięcia odpowiedzialności za naruszanie dóbr osobistych.
8.”Właśnie takie wasze ironiczne podejście jak zawsze sugerujące jakieś „łańcuszki” powoduje, że biznes w tym kraju wpada w tarapaty.” Proszę o wyjaśnienie terminu „Wasze”, bo wyczuwam, że znowu stoi za tym jakaś teoria spiskowa i nierzetelność w stylu tych, które próbujecie na tym blogu zarzucać m.in. red. Janowi Pińskiemu.
9. „Zapewne firmy o których pan pisze były kontrolowane na równi z J&S. Na pewno ustalono czy miały zapasy czy też nie? Posiada pan taką informację czy też fakt ten umknął pana uwadze? Można wiedzieć z jakim rezultatem? Czyżby tylko kontrolowano i nałożono karę na jedną firmę?” Zapytania w tym zakresie można bez problemy złożyć do Ministerstwa Gospodarki. Jeśli macie wątpliwości, to zainspirujcie nimi np.. NIK
10. „Zwolnienie jednej firmy z obowiązku magazynowania i nie zwalnianie innej jest właśnie przejawem dyskryminacji. Pozwoli pan, że ustaleniem tego zajmie się zagraniczny niezależny sąd.” Rozumiem, że nie ma polskich niezależnych sądów i że nie mogę prywatnego zdania w sprawie wyrażać? Ciekaw jestem wyroku tego sądu. Pewnie jeśli rząd polski będzie reprezentowała inna instytucja niż ARM, nie pójdzie tak łatwo
11. „Po pierwsze - Ustawa o zapasach jest z dnia 16 lutego 2007, więc z tymi dwoma “14 dni (!) na dostosowanie się do jej wymogów” nie ma co przesadzać…” Odpowiedź: Art. 79.Ustawa wchodzi w życie po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia.” Panowie, chodzi o to, czy przedsiębiorcy mieli możliwość czuć się zaskoczeni nowymi przepisami. Wydaje mi się, że udowodniłe w poprzednim wpisie, że nie – nie ma więc co obracać kota ogonem.
12. „Jako dyrektor departamentu wielokrotnie zgadzał się pan, uczestniczył, brał aktywny udział w spotkaniach nad problemem magazynowania paliw z udziałem J&S i przedstawicieli MDI. Osobiście zachęcał pan do przedstawiania informacji, sugerowania rozwiązań, informowania o sytuacji na rynku. Na pana prośbę przedstawione zostały informacje dotyczące możliwości inwestowania w rozbudowę magazynów, zawarcia zalecanych przez UE umów bilateralnych na magazynowanie i wiele innych działań. Nigdy nie powiedział pan, że tym tematem pan się nie zajmuje, nie jest w zakresie pana kompetencji albo, że powinien zajmować się nim pan Maciej Woźniak. Przeciwnie, zachęcał pan do kolejnych spotkań i udostępniania informacji. To jak to było wkręcał nas pan?” Żeby nie było wątpliwości – Maćka Woźniaka przywołałem wyłącznie jako urzędnika po KSAP, który pracuje dla kolejnych rządów (co prawda – dla obecnego na stanowisku formalnie politycznym, ale na pewno nie PISowskim), a w rządzie PIS akurat odpowiadał za nadzór nad ARM i ustawę o zapasach. Spotkania i inne sprawy o których piszecie powyżej były dla mnie istotne z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, mój departament przygotowywał obowiązującą obecnie „Politykę rządu RP dla sektora ropy naftowej”. Po drugie – co sami powyżej wskazaliście, byłem szefem Rady Nadzorczej spółki PERN świadczącej usługi w zakresie składowania ropy naftowej i jej dobro żywotnie leżało mi na sercu.
13. „Co pan, Przemysław Wipler, zrobił żeby zapewnić bezpieczeństwo energetyczne i umożliwić zawarcie niezbędnych umów na magazynowanie? Czy też nic pan nie zrobił bo to „nie było w zakresie pana obowiązków” a pan zapewniając o swoich możliwościach i pomocy po prostu oszukiwał uczestników spotkań?” Panowie, zrobiłem wszystko co mogłem zrobić nie wchodząc w kompetencje zarządu PERN przewidziane przez kodeks spółek handlowych. Umowy międzyrządowe zawiera rząd (żaden poprzedni ani obecny też tego nie zrobił, ciekawe dlaczego?), a ze spółkami – zarządy spółek. Chyba nie chcecie publicznie sugerować, że celem Waszych wizyt w Ministerstwie Gospodarki było wywieranie pozakodeksowych nacisków na zarządy państwowych spółek?…
14. „Niedawno „Rzeczpospolita” ujawniła, że po spotkaniach z panem zostawały sporządzone notatki. Czy jest pan pewien, że napisał pan w nich, że nie zajmuje się pan sprawą magazynowania paliw i odsyłał nas do pana Woźniaka czy też ich treść potwierdza pan głębokie zaangażowanie w cała sprawę?”. Panowie, nie wiem jakie notatki ma Rzeczpospolita czy Piotr Nisztor. Fakt, że ze spotkania w ministerstwie (zwłaszcza - z lobbystami) urzędnicy sporządzają notatki dla przełożonych i pozostałych osób zainteresowanych sprawą jest dobrą praktyką, standardem. Tak oczywiście było w przypadku spotkań z Panami.
15. „Najprościej będzie je ujawnić a nie nosić wybrane fragmenty do red Nisztora.” No i tutaj już ewidentnie naruszyliście moje dobra osobiste. Pomawianie byłego urzędnika o „noszenie” dokumentów służbowych do dziennikarza ma taki właśnie charakter. Podobnie z ostatnim zdaniem: „Wygląda na to, że pana reakcja to rozpaczliwa próba uniknięcia odpowiedzialności za wydarzenia.” Za jakie wydarzenia miałbym ponieść odpowiedzialność? W czym przejawia się ta moja „odpowiedzialność”? Bez dopowiedzenia, to zdanie jest czystym pomówieniem. I szczerze pisząc, właśnie tego się spodziewałem po Was wpisując mój pierwszy i jedyny wpis, wbrew zasadzie niepisania na blogach ani nie prowadzenia własnego. W końcu to w ramach prowadzonych przez Was usług PR zostałem pomówiony i naruszono moje dobra osobiste, a pomówienie to można znaleźć w Internecie (http://www.sprawajands.pl/index.php?j=140). Pozwalając Waszemu klientowi na takie działanie, tj zarzucenie w formie pozornie pytającej, że „obstrukcja spółek Skarbu Państwa była inspirowana i koordynowana przez byłego ministra Piotra Naimskiego i dyrektora Przemysława Wiplera oraz czy jej celem było wyeliminowanie naszej spółki z polskiego rynku?” powinno być Waszym rozpoznawczym znakiem, produktem. Nie miejcie tylko później tak ambitnych wymogów w stosunku do aktywnych dziennikarzy śledczych i innych osób publicznych, które (często słusznie) kąsacie na Waszym produkt-„blogu”…
Z życzeniami dalszych sukcesów,
Przemek Wipler
2 lis 2009 @ 10:57 am
Przy całym moim braku sympatii dla J&S, coś mi się zdaje Panie Wipler, że ta aferta pt. ‘Jak to się robi w IV RP’ trochę się Wam nie udała. Jeśli ta sprawa będzie miała ciąg dalszy to tylko jako odpowiedź na pytanie: w jaki sposób Pisowska kabała (z Pana udziałem) zmarnowała 90 mln pieniędzy podatników)?
2 lis 2009 @ 2:31 pm
Odpiszemy panu Wiplerowi jak znajdziemy wolną chwilę. Promis.
10 lis 2009 @ 9:54 pm
Tekst p. Wiplera to rzeczywiście przykład zakłamania i hipokryzji. Trudno uwierzyć, aby inteligentny człowiek wierzył w bzdury, które wypisuje.
Poniżej co ciekawsze cytaty z moim komentarzem.
„Po trzecie - o ile wiem, celem ustawy o zapasach nie było zniszczenie jakiejś jednej spółeczki z łańcuszka J&S, ale spełnienie kryteriów pozwalających Polsce wstąpić do Międzynarodowej Agencji Energetyki. Wprowadzenie takich a nie innych zmian i pokazanie, że one działają (kontrole przestrzegania przepisów) - to były warunki stawiane Polsce przez szanowaną międzynarodową agencję stwierdzone w raporcie z audytu (dokument dostępny w ramach obywatelskiego dostępu do informacji). Pewnie MAE też zasadza się na Bogu ducha winną polską spółkę J&S?…”
Dziwne, że z całą surowością obowiązującego prawa Prezes ARM (to przecież fikcja, że był to ARM) miał potraktować spółeczkę z łańcuszka J&S, ale mógł przymknąć oko na rafineryjkę w Płocku. Pan się przecież ośmiesza, chodziło właśnie o uwalenie J&S. Tylko zrobiliście to jak zwykłe pastuchy…
Cała ustawa – w kontekście wysokości kar za niedopełnienie obowiązku tworzenia zapasów - została napisana pod J&S. Bo chyba nie powie Pan, że MAE kazała stosować polskim władzom tak drastyczne kary. Tezę tę potwierdzają również uwagi p. Wiplera o wyskości kary dla J&S (900 vs. 460 mln).
„Po czwarte - i chyba najciekawsze - słabość tezy o “PiSowskiej grupie”. O ile wiem, to z wszystkich osób wspomnianych w waszym wpisie jedynym członkiem PiS był Marcin Jastrzębski, wiceprezes PERN, który w trakcie trwania kontroli ARM w J&S podał pomocną dłoń i podpisał umowę na składowanie zapasów.”
Pan Wipler twierdzi, że nie jest z politycznego klucza argumentując, iż nie jest członkiem PiS. Zapewne będzie się lansował jako apolityczny fachowiec. Prawda jest taka, że został zwerbowany przez p. Naimskiego z dość podrzędnych posad w konsultingu i wycinał poprzednie ekipy ze spółek , które zostały przydane mu w lennie.
Jako apolityczny fachowiec prowadził w tych firmach dziwne interesy, o których trochę pisano swego czasu w Internecie.
Zapewne aktualne miejsce przycumowania p. Wiplera, od kiedy to Ministerstwo Gospodarki postanowiło się pozbyć wybitnego apolitycznego fachowca, również potwierdza tezę, że p. Przemyław Wipler nie jest PiSowskim intrygantem.
„Odszedłem z ministerstwa prawie pół roku po zmianie rządu, gdy upewniłem się, że projekty dywersyfikacyjne dla których realizacji przeszedłem do służby publicznej nie będą faktycznie realizowane przez nowy rząd.”
Czy p. Wipler sugeruje, że sam podjął decyzję o odejściu z MG i z rad nadzorczych? Kpi sobie Pan?
„Zarówno w firmie Deloitte jak i Ernst & Young zajmowałem się pisaniem opinii prawnych i podatkowych, doradztwem i audytami dla firm energetycznych.”
Zechce Pan szerzej opowiedzieć o swojej błyskotliwej karierze w warszawskim konsultingu? Okres pracy, zajmowane stanowiska, zakres odpowiedzialności, merytoryczny zakres pracy, itp.
„Co gorsza – w 1997 r. pracowałem w Gdańsku w kampanii Donalda Tuska, a później byłem współtwórcą kampanii na prezydenta Warszawy Julii Pitery. Popełniłem za wczesnej młodości też kilka innych błędów.”
Teraz ten etap w CV byłby jak znalazł… Ile lat miał Pan wtedy, Panie Wipler?
Dalej mamy mało wyrafinowane groźby:
„poprosiłem prawnika o weryfikację, czy nie naruszacie bezprawnie moich dóbr osobistych
Panowie, proszę Was o zdrowy rozsądek i nie uleganie teoriom spiskowym. Zarzucanie spisków mających na celu łamanie prawa nadużywanie władzy jest karalne.
I tutaj Panowie napiszę, że udawanie stawiania pytań nie jest skuteczną metodą ucieknięcia odpowiedzialności za naruszanie dóbr osobistych.”
Kolejny urzędas zamierza się chronić przed krytyką publiczną posługując się polskimi faszystowskimi przepisami o tzw. ochronie dóbr osobistych. Uciekanie się do takich argumentów świadczy o bezradności dyskutanta. Co tu więcej pisać. Tylko tyle. Bazując tylko na reakcji p. Wiplera sądzę, że sprawa warta jest drążenia.
Na szczęście faszystowskie przepisy quasi-cenzury mają swoje istotne luki. Przewiduję, że w krótkim czasie te luki staną szerzej wykorzystywane. Zachęcam Blogerów do ich stosowania.
„13. „Co pan, Przemysław Wipler, zrobił żeby zapewnić bezpieczeństwo energetyczne i umożliwić zawarcie niezbędnych umów na magazynowanie? Czy też nic pan nie zrobił bo to „nie było w zakresie pana obowiązków” a pan zapewniając o swoich możliwościach i pomocy po prostu oszukiwał uczestników spotkań?” Panowie, zrobiłem wszystko co mogłem zrobić nie wchodząc w kompetencje zarządu PERN przewidziane przez kodeks spółek handlowych. Umowy międzyrządowe zawiera rząd (żaden poprzedni ani obecny też tego nie zrobił, ciekawe dlaczego?), a ze spółkami – zarządy spółek. Chyba nie chcecie publicznie sugerować, że celem Waszych wizyt w Ministerstwie Gospodarki było wywieranie pozakodeksowych nacisków na zarządy państwowych spółek?…”
Pan Wipler najprawdopodobniej traktuje swoich wszystkich rozmówców jak idiotów (tak mają politykierzy?). Na szczęście zachowały się nawet artykuły prasowe, w których przewodniczący RN PERN wypowiada się w takich sprawach i w taki sposób, jakby był co najmniej prezesem Zarządu PERN, a docelowo jedynym członkiem zarządu tej firmy.
Mamy nadzieję, że inspirowanymi artykułami prasowymi i rozpuszczanymi plotkami nie chciał Pan wywierać pozakodeksowego nacisku na członków zarządów spółek SP.
„A całkowicie poważnie, to ciekaw jestem, kto zapłaci za wydanie wadliwej decyzji i brak nadzoru nad agencją wydającą wadliwe decyzje. Koszt tej decyzji jest olbrzymi - co słusznie wskazaliście w waszym wpisie.”
Wzruszająca jest troska p. Wiplera o interes publiczny wynikający z nałożenia bezprawnej kary na J&S. Bardziej dociekliwy obserwator mógłby zadać kilka pytań, przykładowo:
1. Kto był premierem w czasie, kiedy Prezes ARM wydał wzmiankowaną decyzję. Kogo obciąża brak nadzoru nad agencją, która wydaje decyzje w imieniu nieistniejącego organu? Kogo personalnie obciążają więc straty SP, który będzie musiał zapłacić odszkodowanie?
2. Czy Prezes ARM w trakcie prowadzonego postępowania miał zapewnioną niezależność, czy też przypadkiem były wywierane na niego jakieś naciski, aby wydał decyzję zgodną z oczekiwaniami władzy (p. Naimskiego w szczególności).
3. Czy Pan Wipler uczestniczył w wywieraniu jakichkolwiek nacisków na Prezesa ARM w sprawie wydania decyzji o karze dla J&S?
„W czym przejawia się ta moja „odpowiedzialność”? Bez dopowiedzenia, to zdanie jest czystym pomówieniem.”
Pańska odpowiedzialność polega na:
1. Realizacji absurdalnej rusofobicznej polityki rządu Kaczyńskiego, która w rezultacie zepchnie kraj ostatecznie, w wymiarze politycznym, na pozycję pośmiewiska Europy, a w wymiarze ekonomicznym, na pozycję kraju o gospodarce pastersko-rzemieślniczej. To jest oczywiście odpowiedzialność polityczna, Pan był/jest zwykłym cynglem, więc to jest abstrakcja, ale jako wstęp przydatna.
2. Realizacji zlecenia na J&S. Realizacja zlecenia polegała najpierw na zaprojektowaniu odpowiednich przepisów ustawy w taki sposób, aby znaleźć haka na J&S przy zachowaniu ochrony interesów firm kontrolowanych przez SP, a potem na wywieraniu nacisków na ARM mających na celu wydanie decyzji odpowiadającej politycznemu zamówieniu.
3. Inspirowaniu zarządu PERN do prowadzenia działalności na szkodę spółki – chociażby prowadzenia absurdalnych inwestycji, o których wiadomo było, że nie zostaną użyte.
4. Nieudolnej akcji planowania alternatywnych dostaw węglowodorów kopalnych z Kaukazu (np. Nabucco). Ale tutaj winy umyślnej Panu nie można zarzucić (chyba). Po prostu do sprawy zabrały się zwykłe pastuchy.
19 lis 2009 @ 4:19 pm
W odpowiedzi Przemysławowi Wiplerowi.
Pisze pan:
1. „Panowie, Mniejsza o Wasz profesjonalizm (podejmujecie polemikę z kimś kto podpisuje się imieniem i nazwiskiem, podaje jakiś e-mail o odpalacie ripostę nie weryfikując mailem, czy dany wpis jest autentyczny… - chyba że macie inną “technikę” weryfikacji ) i sprawy prawne (poprosiłem prawnika o weryfikację, czy nie naruszacie bezprawnie moich dóbr osobistych - już jedna sprawa wszczęta na podstawie prowadzonej przez Was strony www.sprawajands.pl się toczy…), na miarę moich możliwości czasowych postaram się “dać odpór” Waszym najdelikatniej pisząc “nieścisłościom”.”
Odpowiedź: w przeciwieństwie do pana ufamy ludziom z założenia, a nie odwrotnie. W naszym świecie jak ktoś pisze, że nazywa się Przymysław Wipler to tak się nazywa. A nie tak jak w pana świecie kiedy jeśli mówi, że nazywa się np. Tomasz Małecki to jak jest naprawdę niewiadomo. W pana uwadze do nas, że mógłby pan nie być tym kim pan jest albo podszywać się pod siebie samego widać najlepiej paranoję w którą cała ta ekipa wpadła.
Co do naruszania dóbr osobistych to niech pan pisze pozew a nie wypisuje banialuki, że coś prawnicy panu weryfikują. Liczymy, że się pan kiedyś pojawi na rozprawie sądowej jaką pan sam wytyczył Davidowi Ensorowi, jakoś pana zabrakło przy jego przesłuchaniu (kolejna rozprawa 10 grudnia jakby pan zapomniał).
2. Przeczytaliśmy cała resztę pana uwag i mamy tylko jeden komentarz do tego co pan wypisuje. Niech pan z kolegą Janem Pińskim pójdzie sobie knuć przy piwku snując plany powrotu do wielkiej polityki i dziennikarstwa.
Pozdrawiamy
PS Od Rafała: „Przy okazji – czy nie z politycznego nadania niejaki Rafał Kasprów trafił do rady nadzorcze PGNiG?”. Za czasów rządu AWS-UW byłem zatrudniony w MSP jako konsultant w projekcie finansowanym ze środków Banku Światowego dotyczącym energetyki. Minister Skarbu wprowadził mnie do RN PGNIG ale do głowy by mi nie przyszło udawać, że taki fakt nie miał miejsca lub, że mianował mnie do niej nie polityczny minister.